Love is blind, marriage is the eye opener, but when a baby appears…, czyli podsumowanie pierwszego roku macierzyństwa

Love is blind, marriage is the eye opener…, a pojawienie się dziecka to już w ogóle przeskoczenie na wyższy poziom świadomości. Jesteśmy z mężem parą od 13 lat, małżeństwem od prawie 5 lat, a od ponad roku rodzicami. Pojawienie się dziecka wywraca życie do góry nogami. O tym jak wyglądał mój pierwszy rok bycia mamą przeczytacie poniżej. 

9 miesięcy oczekiwania na przyjście dziecka na świat to ogromna praca organizmu. Doświadczyłam chyba wszystkich „przyjemności” ciążowych: od wymiotów, przez zgagę, po spuchnięte stopy.

9mcy-1 2.jpg

Bardzo bałam się porodu, ale z perspektywy czasu dobrze go wspominam. Oczywiście były ból, krew, pot i łzy, ale wsparcie męża i cudowne położne sprawiły, że było to mimo wszystko piękne doświadczenie. O moim porodzie możecie przeczytać tutaj.
Następnie problemy z laktacją, które pomogła mi pokonać moja cudowna położna (klik).
No i połóg, o którym się nadal mało mówi. Pamiętajcie o gimnastyce poporodowej i wizycie u fizjoterapeutki uroginekologicznej!
A potem nie mogłam pogodzić się z tym, że mój syn nie da się odłożyć i jest prawie non stop przyssany do piersi. Tutaj niezbędna okazała się chusta! Nauczyłam się chustować! Co prawda opanowałam tylko jedno wiązanie, ale uważam, że to i tak było ogromne wyzwanie.
Nie mogę też nie wspomnieć o częstych pobudkach, których skutków nie odczuwam tak bardzo dzięki co-sleeping.

No i ten strach, że zrobię coś źle, że nieprawidłowo go noszę.

Ta chusta jest niedociągnięta!

Nie będę mu obcinać paznokci, Ty to zrób!

Katar, biegunka… Dlaczego on płacze? Dlaczego ja płaczę?

razembik.jpg
#maławielkazmiana

Myślałam, że nieźle przygotowałam się na przyjście na świat mojego synka… o ja naiwna! Nie był to łatwy czas i pierwszych sześciu miesięcy, a zwłaszcza czwartego trymestru nie będę wspominać ze szczególnym rozrzewnieniem. Musiałam się wiele nauczyć, oswoić strach, pogodzić się z tym, że moje potrzeby muszą zejść na dalszy plan. Niekiedy czułam się zmęczona emocjonalnie. Było i bywa nadal bardzo monotonnie. No niby wiedziałam, że tak będzie, a jednak doznałam jakiegoś swoistego szoku. Ja! Osoba, która stale pędzi do przodu! Tu jakiś kurs! Tam studia podyplomowe! A może podróż? Nagle siedzę w domu, a moim jedynym oknem na świat jest Internet. Nie podobał mi się taki stan rzeczy. Dlatego też zaczęłam bardziej przykładać się do pracy nad blogiem (założyłam go, gdy byłam w ciąży). Mając jakiś cel w postaci nowego wpisu, czułam, że robię coś dla siebie. Wiecie, że powstały już 23 artykuły?! Poza tym wychodziłam z synem gdzie się tylko dało, np. na zajęcia z polskiego dla maluchów,  albo na basen, a dzięki Internetowi wypracowałam zasady mojego rodzicielstwa. Prowadzę też fanpage na Facebooku i profil na Intagramie.
To, że założyłam blog parentingowy nie oznacza, że zachorowałam na „odpieluszkowe zapalenie mózgu”. Wręcz przeciwnie! Poszerzyłam horyzonty, zaczęłam czytać na temat rozwoju dzieci, interesuję się książeczkami dla najmłodszych. Z ogromną pieczołowitością przygotowywałam się do rozszerzania diety mojemu maluchowi. Macierzyństwo bardzo mnie rozwinęło. Poznałam też mnóstwo fantastycznych mam:) Mój mąż wykazał się ogromną kreatywnością, tworząc tablicę edukacyjną ze swoich starych desek skateboardowych. W ogóle bardzo mnie wzrusza, bo świata nie widzi poza synem i uwielbia spędzać z nim czas.

View this post on Instagram

Od jakiegoś czasu przebąkiwałam mężowi, że powinniśmy kupić naszemu synkowi tablicę manipulacyjną. Moja koleżanka przesłała mi zdjęcie własnoręcznie zrobionej tablicy i chyba właśnie to był impuls dla mojego męża, żeby również stworzyć coś własnego. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy przedstawił mi swój genialny pomysł, aby zrobić tablicę ze starych desek skateboardowych. Jak postanowił, tak też uczynił! Co myślicie o takiej tablicy? #tablicamanipulacyjna #diy #oldskateboard #skatedad #skateboardinglife #zerowaste #nanowosmieci #skateboard #matkapolkawniemczech #matkapolkawberlinie #zabawki #zabawkiedukacyjne #doityourself #tablicovelove #babyboyroom #babyboy #jakamaćtakanać #calytata #skateboardart #skateboardlove #tatapotrafi #kreatywnie #kreatywnezabawy #creative #papamachtdasschon #tablicasensoryczna

A post shared by Milena Florczuk (@berlin_na_macierzynskim) on

Do tego byliśmy trzy razy w Polsce u moich rodziców i za każdym razem zostawaliśmy na 1,5 miesiąca. Wnuczek jest ich oczkiem w głowie. Pozostając jeszcze przy moich rodzicach dopiero teraz do mnie dociera, ile pracy miała moja mama z trójką córek rok po roku. Naprawdę wstyd mi, że czasem narzekam.

insta.jpg
Mój komentarz pod postem: https://www.instagram.com/worqshop/

Wydawało mi się, że przez ten rok tak niewiele się działo:P Jestem niezmiernie wdzięczna za to, że moje dziecko jest zdrowe i prawidłowo się rozwija. Uwielbiam patrzeć jak zdobywa nowe umiejętności, staje się bardziej samodzielne, kocham jego uśmiech i wpatrzone we mnie oczy. Widzę, że jest osobnym bytem, potrafi okazać radość a także niezadowolenie. Razem z mężem postanowiliśmy, że nie będziemy publikować wizerunku ani imienia naszego synka i cieszę się, że trwamy w tym postanowieniu. Całkowicie zgadzam się w tym przypadku z Riennaherą oraz autorką bloga Rzeczovnik

img-8817.jpg
30 lat temu

2 września rozpoczęliśmy adaptację w żłobku. Na pewno pojawi się wpis na ten temat, a póki co obserwujcie mój profil na Instagramie, gdzie codziennie wrzucam Instastories z postępów tej adaptacji. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i oboje zaakceptujemy tę zmianę. Cieszę się ogromnie, że synek będzie się wychowywał dwujęzycznie. Tyle jeszcze przed nami!

View this post on Instagram

Ostatnio "przeprosiłam się" z chustą. Jest wygodniej niż z nosidłem, ale wiąże się nieco dłużej😉 PS Na instastory mówię o #akcjaadaptacja, którą dziś rozpoczęłam. Jeśli jesteście ciekawi, co to takiego, to zapraszam do oglądania moich relacji💛 PPS Zdjęcie zostało zrobione w #viktoriapark, który ostatnio polecała @blogoberlinie #adaptacja #żłobek #chusta #noszebokocham #noszeniemaznaczenie #chustaroar #nicminiewisi #mojastaramniewrapuje #kieszonka #emigrantka #polkinaobczyznie #polkizagranica #mylittlebabyboy #mojchlopczyk #mojewszystko #instamama #instamatki #jestembojestes #swiadomamama #berlinnamacierzynskim #berlin #matkapolka #matkapolkawberlinie

A post shared by Milena Florczuk (@berlin_na_macierzynskim) on

W czerwcu świętowaliśmy pierwsze urodziny synka. To jest niesamowite, jak ten mały człowiek szybko się rozwija. Próbuje już samodzielnie chodzić, potrafi powiedzieć kilka słów, naśladuje zwierzęta, a ostatnio nauczył się wydmuchiwać nos! Uwielbia się bawić w chowanego, kocha muzykę i szaleje na punkcie książeczek (ale seria o Puciu najbardziej skradła jego serce). 

roczek.JPG
Tort z okazji pierwszych urodzin z Kawiarni pod chmurką
IMG-4313.JPG
Album ze zdjęciami synka in progress

Mój świat się zmienił, a ja jestem zachwycona tą zmianą. Tego doświadczenia bycia mamą nie da się z niczym porównać. Macierzyństwo wyzwala takie pokłady cierpliwości i kreatywności, o których istnieniu nie miałam nawet pojęcia. Gdyby nie mój syn, to ten blog by nie powstał! Nie było łatwo i na pewno pojawią się jakieś przeszkody, ale jestem pozytywnie nastawiona, poza tym mam fantastycznego męża, na którym mogę polegać. Nie uważam też, że się poświęcam, nie oczekuję splendoru, zdaje sobie sprawę z ograniczeń zawodowych, ale wymyśliliśmy sobie z mężem taki model rodziny i cieszymy się rodzicielstwem. Lubię swoje życie i doceniam to, co mam. I lubię też mój blog😉 Uważam, że jest super i polecam! Nie tylko mamom mieszkającym w Berlinie;)

A jak wyglądały Wasze początki bycia mamą/tatą? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach.

PS
Autorką zdjęcia wyróżniającego wpis jest mega utalentowana Agnieszka Tylka: http://www.fotografia-atylka.pl/
Za stylizację i make-up odpowiadała niezwykle zdolna Magdalena Łowkiet:
http://magdalenalowkiet.pl/
A tu możecie przeczytać moją opinię o sesji Milena i Maciek:
http://www.fotografia-atylka.pl/agnieszka-tylka-opinie/

 

11 myśli w temacie “Love is blind, marriage is the eye opener, but when a baby appears…, czyli podsumowanie pierwszego roku macierzyństwa

  1. Mój synek ma 3,5 roku i też wywrócił nasz świat do góry nogami 😉 niesamowite jak szybko ten czas upłynął…szkoda mi tego jak szybko rośnie, a z drugiej cieszę się widząc jak się rozwija i próbuje mnie przegadać (można z nim już nieźle podyskutować :P). Ciesz się tym czasem, bo naprawdę strasznie on pędzi!

    Polubienie

  2. Miałam i mam podobnie jak Ty i pewnie wiele kobiet,których spotkała przygoda zwana macierzyństwem;) Cudowna podróż, jakże męcząca i rozwijającą ale dająca mnóstwo satysfakcji i pozytywnych uczuć. Mój blog też powstał z potrzeby realizacji potrzeb młodej mamy, to mój synek mnie napędza i motywuje do coraz to nowych wpisów bo tyle się dzieje i niech nie przestaje!

    Polubienie

  3. Wszystkiego najlepszego dla synka z okazji urodzin 🙂 Dziecko zmienia rzeczywistość wokół, ale daje tyle radości, że już nie wyorażasz sobie życia bez niego 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s